klasa bez telefonu

Kilka dni temu na IG poruszyłam temat korzystania telefonów w szkole.

Telefon miał służyć głównie do komunikowania się, jednak technika poszła tak daleko, że ZNACZĄCO przekroczyła granicę konsumpcjonizmu. Wszelakie gry, portale randkowe, aplikacje muzyczne, kulinarne i wiele innych, dzięki którym nasze życie stało się uzależnione od niepozornego przedmiotu.

Dzieciaki straciły umiejętność komunikowania się „w realu” – nie potrafią ze sobą rozmawiać, często używają przy tym haseł, pojedynczych komunikatów, które są aroganckie wręcz chamskie do drugiego człowieka. Często towarzyszy agresja słowna.

To tylko szczyt góry lodowej jakie konsekwencje niesie ze sobą nadmierne korzystanie w ogóle z elektronicznych sprzętów.

Coraz trudniej będzie młodemu pokoleniu nawiązywać prawdziwe znajomości, wspólne wyjście do kina zastąpi wirtualnym oglądaniem albo grą. To już się niestety dzieje.

A co za tym idzie?

Odzwierciedleniem, tego jest coraz to częstsza trudność wypowiadania się na jakiś temat,czego odzwierciedleniem staje się uboższe słownictwo. Zeszyty częściej przedstawiają obraz nędzy i rozpaczy. Nie dość, że są wymięte rogi okładek, to ich zawartość też ma wiele do życzenia. Pismo staje się mniej czytelne, dzieci coraz wolniej piszą, mają problemy ze skupieniem uwagi. Co przekłada się nad nieumiejętnością organizacji czasu pracy i przyswajania pewnych informacji. Chociażby częste zapominanie prac domowych, czy przygotowania się na kolejne lekcje. Mało tego, dzieciaki nie chcą się już tak uczyć jak kiedyś, owszem są wyjątki, nie mówię tu o prymusach bo od nikogo nie jest to wymagane, ale taka znajomość i umiejętność wyszukiwania podstawowej ogólnej wiedzy staje się wyjątkiem.

Jeszcze jakieś 15 lat temu do sprawdzianów przygotowywaliśmy się korzystając z podręczników, i był w tedy Internet, z którego też się korzystało, ale kiedy trzeba było wyszukiwało się PRAWDZIWYCH informacji.

A teraz nie dość, że uczniowie mają podręczniki, dostępne biblioteki, do których chodzą, ale grać – jest to dość przerażające, to mają na wyłączność Internet w swoich smartfonach, to i tak jest za mało chyba interesujące by zaszczepić w dziecku zwykłą ciekawość poznawania świata – chęć nauki.

Na sprawdzianach piszą herezję. Są nauczyciele, którzy starają się by w jak najciekawszy sposób przedstawić NUDNĄ, ale jakże ważną wiedzę, niestety nawet wyświetlanie filmów multimedialnych, prace zespołowe są dla nich nieatrakcyjne. A kiedy się ich pyta „co chciałbyś zmienić, żeby szkoła stała się dla ciebie przyjazna” to najczęściej pada odpowiedź –

 

ZAMKNIĘCIE szkoły, bo po co nam ona.

I taki ma młody człowiek obraz placówki, w której chce czy nie ma obowiązek spędzić pierwsze 14 lat swojego życia.

Też nie lubiłam chodzić do szkoły jak większość moich rówieśników, ale znaliśmy zasady panujące w szkole:

  • szacunek do siebie na wzajem
  • no i oczywiście do nauczycieli i personelu
  • przyswajanie wiedzy na ile byłeś/łaś w stanie
  • aa i najważniejsze potrafiliśmy ze sobą rozmawiać i współpracować

Ap-ropo współpracy na lekcji, to też odchodzi widzę do lamusa.

Dlaczego?

Proste, nieumiejętność wspólnej komunikacji, to jest kluczem do przełamania barier w nawiązywaniu relacji.

Jeszcze jeden i to bardzo ważny minus ciągłego korzystania z elektronicznych zabawek – społeczeństwo staje się coraz mniej wysportowane, koordynacja ruchowa zaczyna kuleć.

Mogłabym tak pisać i bez końca wymieniać negatywne skutki z nagminnego korzystania z dzisiejszych dobrodziejstw.


Ale wracając do meritum sprawy, jak sprawić by ten zbuntowany, rozkojarzony dzieciak stał się bardziej wyciszony?

W porozumieniu z wychowawcą i rodzicami uczniów naszej klasy zdecydowaliśmy, że codziennie na początku pierwszej lekcji będą zabierane telefony i oddane po ostatniej lekcji.

A skąd ten pomysł? Bo właśnie moi uczniowie nie wyobrażają sobie życia i spędzenia wolnego czasu bez telefonu, stąd u nich wieczne rozkojarzenie, apatia do wszystkiego i nieumiejętność zachowania się podczas lekcji.

Oczywiście przez pierwszy miesiąc, a może dłużej był bunt. Jak to przy każdej nowej rewolucji 🙂

Jednak z tygodnia na tydzień coraz sprawniej zostały one oddawane, nie trzeba było używać rewizji.

Wiecie co jeszcze mnie zaskoczyło?

Że sami się upominają. Moja klasa jest wspaniała, po mimo chaosu jaki wnoszą. Cały czas uczą się wzajemnej relacji, współpracy.

Oprócz niekorzystania z telefonów mamy wypisany kontrakt, którego mniej lub bardziej przestrzegają, ale zauważa się coraz częściej wspomnianą samodyscyplinę, co mnie i innych bardzo cieszy. Takim wiążącym zamknięciem jest skala ocenia się w trzech a nawet w czterech kategoriach, którą sami we współpracy ze mną ułożyli, min. jest szacunek do siebie i innych, przygotowanie do lekcji, porządek w klasie i zawitała też u nas skala ciszy.

Przed oddaniem telefonów następuje ocenianie, na którym mimo wszystko potrafią być krytyczni i szczerze mówią, o tym co im nie wyszło a z czego są zadowoleni.

Pewnie zapytasz, to gdzie przechowujesz te telefony?!

Ano w pudełku, który chowany jest w biurku i nikt sam nawet nie próbuje wyciągać.

Na TAKIE zachowanie się uczniów składa się wiele czynników, ale o tym innym razem 😉

PS. Oprócz tej tablicy oceniania się (czego rezultatem ma być wspólne dobro a nagrodą jest wycieczka, bo aktualnie nie korzystają z wszystkich praw ucznia) mamy miejsce na ich plastyczne prace. Po mimo ich zamiłowania do gier, zauważyłam, że mają artystyczny talent do rysowania, malowania. Co jakiś czas na ściance pojawia się nowe arcydzieło.

A Ty jak sobie radzisz z nagminnym korzystaniem telefonów wsród uczniów i z jego następstwami?

Do następnego napisania 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *